Jak zostałem fotografem czarno-białym

Portret starszego mężczyzny wykonany w czerni i bieli, ukazujący szczegóły twarzy i charakterystyczne cechy - fotografia czarno-biała

Pierwszy raz z prawdziwą fotografią

2009, styczeń. Miałem nowy aparat – Canon EOS 400D, kupiony na allegro za 1200 złoty. Używany, ale działał. Myślałem że jestem wielki fotograf bo umiałem zmienić ISO.

To zdjęcie kota było okej w kolorze, ale w czerni i bieli… było szare jak listopadowy dzień w Radomiu. Płaskie, bez życia, bez charakteru. Ale jakoś czułem że jest tam potencjał.

Zacząłem szukać w internecie. „Jak robić czarno-białe zdjęcia”, „fotografia monochromatyczna”, „black and white photography”. I tak trafiłem na Ansela Adamsa.

Pierwszy raz zobaczyłem „Moonrise, Hernandez, New Mexico” i pomyślałem sobie: o rany. To jest TO. To jest to czego szukam i nawet nie wiedziałem że szukam.

Cartier-Bresson i jego decydujący moment

Potem odkryłem Cartier-Bressona. Ten człowiek chodził sobie po ulicach z małą Leicą i robił zdjęcia które wyglądają jakby cały świat specjalnie się dla niego układał w idealne kompozycje.

„Decisive moment” nazywał to. Decydujący moment. Nie chodzi o to żeby długo przygotowywać kadr, tylko żeby być w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie i szybko nacisnąć guzik.

Próbowałem tego w Warszawie. Stawiałem się na rogu Nowego Światu i Świętokrzyskiej i czekałem. I czekałem. I czekałem. Większość zdjęć szła do kosza, ale czasami… czasami złapałem coś ciekawego.

Najlepsze jakie zrobiłem – starszy człowiek z psem. Akurat kiedy naciskałem spust, spojrzał prosto w obiektyw. Pies też. Perfect timing. Takie rzeczy się nie planuje, one po prostu się zdarzają.

Dlaczego czarno-białe działa?

Zastanawiałem się długo nad tym. Dlaczego stare czarno-białe zdjęcia wciąż wyglądają świetnie, a kolorówka z lat 70-tych wydaje się dziwnie przestarzała?

Kolory nas mylą. Rozpraszają uwagę. Jak je usuniesz, oko idzie prosto do tego co naprawdę ważne – do emocji, do historii, do charakteru człowieka na zdjęciu. Dlatego wszystkie poważne filmy o wojnie są czarno-białe. Dlatego business portrety w B&W wyglądają poważniej.

To nie jest tylko teoria. Sam sprawdzałem na różnych sesjach – ten sam portret w kolorze i w czerni i bieli to dwa kompletnie różne zdjęcia. B&W ma jakąś głębię, powagę, klasę.

Filmy które testowałem

Zanim przeszedłem na cyfrę, latami robiłem zdjęcia na filmie. Każdy film to była inna osobowość, inny charakter.

Kodak Tri-X 400 – pierwszy film jaki kupiłem świadomie. W sklepie fotograficznym na Marszałkowskiej kosztował 15 złoty za rolkę. Charakterystyczne ziarno które jedni kochają a drudzy nienawidzą. Ja pokochałem od pierwszego wywołania.

Pamiętam pierwszą klatkę na Tri-X. Portret pod wiaduktem kolejowym na Woli. Wysłałem film do Photo-Excelsu (jedyne profesjonalne laboratorium w Warszawie które jeszcze działało) i czekałem tydzień na wyniki. Jak zobaczyłem negatywy, wiedziałem że to jest TO.

Ilford HP5 Plus – kiedy Tri-X był za drogi (a często był, bo import), brałem HP5. Bardziej spokojny, mniej agresywny w rysunku. Lepszy do portretów bo nie tak mocno podkreślał mankamenty skóry.

Ilford Delta 400 – nowoczesny film, drobne ziarno, bardzo ostry. Kiedy chciałem mieć technical perfect zdjęcia, sięgałem po niego. Ale jakoś brakowało mu tego charakteru co miał Tri-X.

Ciemnia w łazience

2012 rok. Zadecydowałem że będę wywoływać sam. Internet był pełen tutoriali, sprzęt można było kupić na allegro. Mieszkałem wtedy sam w kawalerce na Bemowie i postanowiłem przerobić łazienkę na ciemnię.

Aluminiowa folia na oknie żeby nie wpadało światło. Czerwona żarówka zamiast normalnej. Wannę zamieniłem w stację do wywoływania – kuwety z chemikaliami, powiększalnik kupiony na olx za 200 złoty.

Codziennie wieczorem zamykałem się w łazience na 3-4 godziny. Sąsiedzi pewnie myśleli że mam problemy zdrowotne albo jakieś dziwne hobby.

Pierwsze próby to była katastrofa totalna. Przepaliłem kilka filmów bo nie potrafiłem ładować ich do wywoływaczki w ciemności. Kilka innych źle wywołałem bo nieprawidłowo odmierzyłem czas.

Ale kiedy pierwszy raz zobaczyłem jak obraz pojawia się na papierze w wywoływaczu… to była magia. Żadne photoshop tego nie odda, tej ekscytacji, tego uczucia że naprawdę tworzysz coś własnoręcznie.

Spędzałem całe noce w tej łazience. Każde zdjęcie traktowałem jak osobiste dzieło sztuki.

Przejście na cyfrę

Filmy drożały jak szalone. Photo-Excelent zamknął się. Ostatnie laboratorium w mieście. Musiałem przejść na cyfrę czy tego chciałem czy nie.

Kupiłem używane Sony A7 za 3000 złoty. Myślałem że będzie tak samo. Nie było.

Pierwsza różnica – od razu widzisz wynik. Nie ma tej ekscytacji czekania tygodnia na wywołane filmy, tej niepewności czy się udało. Z jednej strony wygodnie, z drugiej… brakowało emocji.

Druga różnica – możliwości postprodukcji. W ciemni miałem ograniczenia. W Lightroomie mogłem robić cuda. Ale czy to dobrze? Czy nie za dużo?

Musiałem nauczyć się konwersji z koloru do B&W od nowa. „Desaturacja” to był błąd z młodości. Prawdziwa robota to „Black & White Adjustment Layer” w Photoshopie. Tam masz pełną kontrolę nad tym jak każdy kolor zamieni się w odcień szarości.

Przykład praktyczny: robisz portret osoby w żółtej koszuli na niebieskim tle. Możesz rozjaśnić kanał żółty (koszula będzie jaśniejsza), przyciemnić niebieski (tło ciemniejsze), poprawić pomarańczowy (lepszy odcień skóry). Brzmi skomplikowanie ale po tygodniu ćwiczeń robi się automatycznie.

Aparaty przez które przechodziłem

Canon EOS 400D – mój pierwszy poważny aparat. Wszystkiego się na nim nauczyłem mimo że był bardzo podstawowy.

Canon EOS M50 – jak chciałem coś kompaktowego do noszenia codziennie. Opcja podglądu B&W w czasie rzeczywistym była rewelacją. W końcu widziałem od razu jak będzie wyglądało zdjęcie po konwersji.

Fujifilm X-T30 – przesiadka na Fuji zmieniła wszystko. Symulacje filmów, szczególnie „Acros”, są tak dobre że często w ogóle nie trzeba nic poprawiać w postprodukcji. Robię zdjęcie i już jest gotowe.

Sony A7 III – obecny aparat, mój roboczy koń. Pełna klatka, świetne ISO, kompaktowy jak na pełną klatkę. Spokojnie idę do 6400 ISO bez zmartwień o szumy.

Leica M Monochrom – moje marzenie którego pewnie nigdy nie zrealizuję bo kosztuje jak samochód. Jedyny aparat na świecie który robi TYLKO czarno-białe zdjęcia. Matryca bez filtra kolorów podobno daje jakość niedostępną w innych aparatach.

Obiektywy których używam

35mm – ulubiona ogniskowa do street photography. Cartier-Bresson używał głównie 50mm ale na crop sensorze 35mm daje podobny kąt widzenia. Szeroko ale nie za szeroko, nie deformuje perspektywy.

50mm – najbardziej „naturalna” ogniskowa, podobno odpowiada ludzkiemu widzeniu. Kiedy nie wiem co wybrać, biorę pięćdziesiątkę. Do wszystkiego pasuje.

85mm – portretowa klasyka. Piękne bokeh, nie deformuje twarzy jak krótsze ogniskowe. Każdy wygląda w niej lepiej, to jest fakt.

135mm – do izolacji obiektów z tła. Kompresja perspektywy robi cuda ale trzeba mieć mocne ręce bo każde drżenie jest widoczne.

Filtry które zmieniły moją fotografię

Polarizer – odkrycie roku 2016. Przyciemnia niebo, eliminuje odblaski z wody i szkła. W czarno-białej fotografii efekt jest jeszcze bardziej spektakularny niż w kolorowej.

ND1000 – pozwala na długie ekspozycje w ciągu dnia. 30 sekund przy słońcu. Ludzie znikają z ulic (chyba że stoją w miejscu), woda zamienia się w jedwabistą mgłę, chmury tworzą smugi na niebie.

ND grad – wyrównuje różnice ekspozycji między jasnym niebem a ciemną ziemią. Bez niego często musiałem wybierać – albo przepalone niebo albo czarna ziemia bez detali.

Nowe technologie które testuję

Topaz Gigapixel AI – brzmi jak science fiction ale naprawdę działa. Może zwiększyć rozdzielczość starego zdjęcia 4-6 razy bez większej utraty jakości. Uratowało mi kilka cennych zdjęć z czasów gdy robiłem małe JPEGi.

Adobe Lightroom z nowymi funkcjami AI – automatyczne maskowanie obiektów to rewolucja. Kliknę „sky” i program sam zaznacza całe niebo. Nie muszę już ręcznie malować masek godzinami.

DxO PureRAW – software do redukcji szumów który korzysta z machine learning. Efekty są niesamowite – mogę śmiało używać ISO 6400-8000 jakby to było 800. Do nocnej fotografii ulicznej to przełom.

Telefony też robią dziś lepsze zdjęcia niż mój pierwszy Canon. Współczesne smartfony mają tryb portretowy z symulacją B&W który jest lepszy niż to co robiłem pierwsze dwa lata z lustrzanką.

Błędy które robiłem przez lata

Brak kontrastów – moje wczesne zdjęcia były szare i mdłe. Wszystko w średnich tonach, bez charakteru, bez punch’u. Dopiero po czasie zrozumiałem że czasem trzeba poświęcić szczegóły w cieniach albo światłach żeby mieć ogólny kontrast.

Przesadne sharpening – szczególnie w portretach. Skóra wyglądała jak papier ścierny. Instagram uwielbia przetworzone zdjęcia ale w prawdziwym życiu naturalność jest lepsza.

Kopiowanie mistrzów – przez pierwsze 3 lata próbowałem być drugim Adamsem albo drugim Cartier-Bressonem. Dopiero jak przestałem naśladować i zacząłem robić swoje, znalazłem jakiś własny styl.

Za dużo HDR – był okres że robiłem HDR ze wszystkiego. Efekt był okropny ale wtedy mi się podobało. Na szczęście szybko przeszło.

Street photography – moja specjalizacja

Weekendy spędzam na ulicach Krakowa z aparatem. Plac Nowy, ulica Szeroka, Podgórze. Każda dzielnica ma swój klimat, swoje światło, swoich bohaterów.

„Decisive moment” Cartier-Bressona to nie jest teoria do nauki z książki. To praktyka, doświadczenie, refleks. Uczysz się przewidywać co się wydarzy za chwilę. Dziecko zaraz się uśmiechnie, gołąb odleci, światło się zmieni.

Czasem wracam do domu z pustymi rękami, czasem z jednym zdjęciem które wynagradza cały dzień chodzenia. Tak to działająca na ulicy – nigdy nie wiesz co znajdziesz.

Drukowanie – dopiero na papierze zdjęcie żyje

Pierwszy raz wydrukowałem swoje zdjęcie na porządnym papierze w 2018. Photo-Optyk na Brackiej w Warszawie miał Epson 9900 i drukował na dobrym papierze.

Kiedy zobaczyłem swoje zdjęcie na tym papierze… To było jak zobaczyć je pierwszy raz. Coś co na monitorze wyglądało okej, na papierze nabrało życia, głębi, charakteru.

Kupiłem sobie Epson SureColor P800 – kosztował mnie trzy pensje ale był wart każdej złotówki. Ma specjalny tryb do czarno-białych wydruków który eliminuje te problematyczne color casty.

Papier Hahnemühle Photo Rag 308gsm – 100% bawełna, neutralny pH, archival quality. Zdjęcia wydrukowane na tym papierze będą wyglądały tak samo za 100 lat.

Trendy które obserwuję

Młodzi fotografowie masowo wracają do analogu i B&W. Instagram pełen jest zdjęć robionych na film, hashtag #35mm ma miliony postów. Może dlatego że w morzu kolorowych zdjęć czarno-białe się wyróżniają?

Ceny filmów poszybowały w kosmos. Tri-X który kiedyś kosztował 15 złoty, teraz kosztuje 45. Ilford podnosi ceny co pół roku. Ale ludzie kupują.

Leica wypuściła nowy M11 Monochrom za 60 tysięcy złotych. I podobno ma kolejkę zamówień na rok do przodu.

National Gallery of Art regularnie robi wystawy klasycznej fotografii B&W. Warto śledzić co się dzieje w świecie.

Co powiedziałbym sobie sprzed lat

Gdybym spotkał siebie z 2009 roku powiedziałbym: „Przestań kopiować innych, rób swoje”. Zmarnowałem 3 lata na próby bycia kimś innym.

„Kup lepszy statyw wcześniej” – ile dobrych zdjęć zepsułem przez drżenie aparatu.

„Naucz się Photoshopa porządnie” – przez lata korzystałem z 10% możliwości programu.

„Drukuj swoje zdjęcia” – zdjęcie na ekranie to półprodukt. Dopiero na papierze nabiera duszy.

„Rób mniej zdjęć ale lepszych” – w erze cyfrowej łatwo narobić tysięcy zdjęć. Lepiej zrobić jedno przemyślane niż sto przypadkowych.

Przyszłość czarno-białej fotografii

Fotografia B&W nie umrze nigdy. W czasach wszechobecnego koloru jest wręcz bardziej potrzebna – daje odpoczynek od wizualnego hałasu, przestrzeń do myślenia.

Nowe technologie pomagają (redukcja szumów, zwiększanie rozdzielczości) ale nie zastąpią dobrego oka i cierpliwości. AI może poprawić techniczne aspekty ale nie zrobi za ciebie dobrego zdjęcia.

Analog przeżywa renesans. Młodzi odkrywają uroki filmu, wolnego tempa, przemyślanych kadrów. To dobrze – znaczy że medium ma przyszłość.

Ja dalej będę robił zdjęcia w czerni i bieli. To już nie wybór, to pasja. A pasji się nie porzuca.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry